Kim Dzong Un wrócił z Chin po niespodziewanej wizycie w Dandongu.
Północnokoreański przywódca przekroczył nowo otwarty most łączący oba państwa, odwiedził miejsce upamiętniające wojnę koreańską i spotkał się z przedstawicielami chińskiego kierownictwa.
Niby krótka wizyta, ale jej znaczenie może wykraczać daleko poza symboliczny gest.
Mówimy o państwie, które przez lata pozostawało objęte bardzo szerokimi sankcjami międzynarodowymi, a jednocześnie rozwija program nuklearny i współpracę wojskową z Rosją.
Nie zmienia to faktu, że Chiny są najważniejszym partnerem gospodarczym Korei Północnej, a nowy most ma ułatwiać transport towarów, surowców i wyposażenia między oboma państwami.
Co ciekawe, Kim odwiedził również miejsce poświęcone chińskiemu udziałowi w wojnie koreańskiej, kiedy Pekin wspierał Pjongjang przeciwko siłom Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych.
A więc historia, gospodarka i polityka bezpieczeństwa w jednym wydarzeniu, a więc szerszy kontekst.
Rosja potrzebuje współpracy z Koreą Północną w związku z wojną przeciwko Ukrainie.
Chiny chcą utrzymywać wpływy w Pjongjangu.
Korea Północna może natomiast próbować korzystać z zainteresowania obu mocarstw (a nawet i trzech, bo (na razie niesatysfakcjonujące) oferty składa także Donald Trump).
Czy Kim będzie zwiększał własne pole manewru, rozwijając równocześnie relacje z Moskwą i Pekinem (a nawet z Waszyngtonem)?
Trump chce ponownie spotkać się z Kim Dzong Unem, ale Korea Północna nie odpowiada na amerykańskie propozycje.
Według 5 informatorów (niechętnemu Trumpowi) Reutersa szanse na spotkanie przywódców USA i Korei Północnej jeszcze w tym roku maleją.
Waszyngton liczył na rozmowy przy okazji listopadowego szczytu APEC w Chinach, jednak Pjongjang nie potwierdził zainteresowania takim rozwiązaniem.
I tu pochylmy się nad pewnym paradoksem: Trump podczas swojej pierwszej prezydentury trzykrotnie spotykał się z Kimem.
Były historyczne fotografie, deklaracje o nowych relacjach i próby porozumienia dotyczącego północnokoreańskiego programu jądrowego.
Tyle że ostatecznie nie doprowadziło to do likwidacji północnokoreańskiego arsenału nuklearnego.
A dzisiaj sytuacja wygląda inaczej.
Korea Północna posiada coraz bardziej rozbudowane zdolności rakietowe, rozwija współpracę wojskową z Rosją i cały czas utrzymuje strategiczne znaczenie dla Chin.
Kim nie musi więc traktować dialogu z Waszyngtonem jako jedynej możliwości poprawy własnej pozycji międzynarodowej.
Co więcej, Pjongjang sygnalizował wcześniej, że ewentualne rozmowy mogą wymagać "daleko idących ustępstw, w tym dotyczących sankcji".
Czy Trump będzie gotowy zaoferować Korei Północnej korzyści gospodarcze w zamian za ograniczenie części programu nuklearnego?
A może Kim uzna, że bardziej opłaca mu się kontynuować współpracę z Moskwą (utrzymując poprawne relacje z Pekinem), zamiast podejmować kolejną próbę porozumienia z Amerykanami?
Z polskiej perspektywy (wszystkich ośrodków polityki zagranicznej) jest to istotna sprawa przede wszystkim z powodu współpracy wojskowej Rosji z Koreą Północną.
Pjongjang stał się istotnym uczestnikiem szerszego systemu wsparcia rosyjskich zdolności prowadzenia wojny przeciwko Ukrainie.
Czy ewentualne porozumienie USA z Kimem mogłoby ograniczyć tę współpracę?
Na razie nie ma nawet uzgodnionego spotkania.
I być może właśnie to najlepiej pokazuje, jak bardzo zmieniła się dziś pozycja Korei Północnej.
Jeszcze kilka lat temu samo spotkanie z amerykańskim prezydentem było dla Pjongjangu ogromnym sukcesem dyplomatycznym.
Dzisiaj Kim milczy.
Dlaczego milczy?
Bo może (lub uważa, że może).
Elon Musk przyznaje, że SpaceX ograniczył działanie Starlinka na Ukrainie.
Według miliardera ukraińskie wojsko miało naruszać warunki korzystania z sieci i "wykorzystywać cywilną usługę satelitarną do ataków i operacji dronowych".
Teraz łączność została przywrócona, ale cały incydent pokazał ciekawy (i poważny) problem.
Kto sponsoruje i rzeczywiście kontroluje technologie, od których zależy prowadzenie współczesnej wojny?
Ukraińcy mogą posiadać własne drony, systemy uzbrojenia i wyszkolonych operatorów, ale jeżeli łączność pozostaje zależna od zagranicznych sponsorów, takich jak Polska i amerykańskiego dostawcy, to ewentualne zmiany zasad korzystania z usługi mogą zakłócić prowadzenie operacji (nie tylko atakujących Rosję, ale również obronę).
Z Polską która łoży na Starlinki, nie powinno być problemu, (zwłaszcza, że polityka PL w tej sprawie się nie zmienia, a Ukraina dodatkowo przyznała ostatnio maksymalną notę polskiemu wykonawcy na dziecięcej Eurowizji, co napewno znacznie poprawi nastroje w PL).
Z USA gdzie trwa kampania wyborcza (i gdzie coraz częściej walczą ze sobą różne frakcje), może być jednak nieco trudniej.
Co ciekawe, Musk rozróżnia cywilnego Starlinka i wojskowy Starshield, wskazując, że w przypadku tego drugiego istotną rolę odgrywa amerykański rząd.
Pojawia się więc nie tylko pytanie o działalność prywatnej firmy, ale również o zależności między biznesem technologicznym, Pentagonem i polityką Białego Domu.
Trump naciska na Ukrainę w sprawie negocjacji z Rosją, a Kijów domaga się przewidywalnego wsparcia. Tym samym system komunikacyjny, który ma znaczenie dla prowadzenia działań wojskowych, staje się elementem międzynarodowego sporu.
Oczywiście wielu komentatorów uspokaja i zapewnia, że sytuacja ta nie odnosi się do Polski.
Kupujemy amerykańskie uzbrojenie, rozwijamy zaawansowane systemy łączności, inwestujemy w cyfryzację sił zbrojnych i nawet jeśli nie posiadamy wystarczającej kontroli nad oprogramowaniem, dostępem do danych i zasadami działania kluczowych systemów, to nikt nie wyobraża sobie, że Ameryka mogłaby wobec Polski zachować się tak jak wobec Ukrainy.
Ale chyba najlepiej byłoby gdybyśmy nie musieli tego sprawdzać.
Radek Pyffel retweeted
Chiny rządzą metalami ziem rzadkich i światowymi łańcuchami dostaw (i produkcji)?
USA (i reszta świata) ma problem?
Zapraszam na Gospodarcze Morza i Lądy:
youtu.be/BbATxG6Wbcc
Dziś ciekawe zajęcia na KUL (mam nadzieję, że nie tylko dla mnie).
Zasłużona uczelnia, o której od samego dzieciństwa słyszałem wiele dobrych rzeczy.
Miło być znów gościem.
Wspominane wcześniej, momentami szokujące wystąpienie Rafała Brzoski i polskiego biznesu na Forum "Idee dla Polski" Instytutu Sobieskiego:
youtu.be/6QFJWWUMYFA
Ciekawa sytuacja. Wygląda na to, że Ukraina odwdzięcza się (bardzo wrażliwej na tym punkcie) Polsce i po zwycięstwie Bohda Lutsa (Bogdana Łuca) w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. H.Wieniawskiego, jako jedyna przyznaje Michałowi Sasowi i polskim wykonawcom najwyższą notę 12 punktów w dzięciecym konkursie Eurowizji.
Chiny rządzą metalami ziem rzadkich i światowymi łańcuchami dostaw (i produkcji)?
USA (i reszta świata) ma problem?
Zapraszam na Gospodarcze Morza i Lądy:
youtu.be/BbATxG6Wbcc
Szykuje się poważna rozróba i nie można wykluczyć eskalacji w Zatoce Perskiej. Iran twierdzi, że przygotował plany ataków na PODMORSKIE KABLE TELEKOMUNIKACYJNE w Zatoce Perskiej, jeśli Stany Zjednoczone i Izrael wznowią bombardowania Iranu.
Dwaj wysocy rangą przedstawiciele irańskich struktur bezpieczeństwa powiedzieli Reutersowi, że infrastruktura przesyłu danych może stać się celem.
Sprawa może być (jeszcze) poważniejsza niż zakłócenie dostaw ropy.
Przez Cieśninę Ormuz przepływają ogromne ilości surowców energetycznych, ale dnem mórz przebiegają również strategiczne światłowody zapewniające łączność między państwami i kontynentami.
Banki, giełdy, centra danych, systemy płatnicze, przedsiębiorstwa i administracja publiczna. Wszystkie korzystają z infrastruktury, której zwykły użytkownik internetu nawet nie widzi.
Co się stanie, jeśli część tych połączeń zostanie uszkodzona?
Nie oznacza to automatycznie wyłączenia internetu na całym świecie. Ruch można przekierowywać innymi trasami. Ale uszkodzenie wielu strategicznych połączeń może powodować poważne zakłócenia, szczególnie w regionach dysponujących ograniczoną liczbą alternatywnych szlaków.
I tu drugie dno.
Iran może próbować pokazać, że odpowiedź na amerykańskie ataki nie musi ograniczać się do rakiet i dronów. Może uderzać również w infrastrukturę gospodarki cyfrowej.
A co z umęczoną Europą? Co z polskim Bałtykiem, gdzie bezpieczeństwo podmorskich kabli i rurociągów pozostaje jednym z najistotniejszych wyzwań?
Gdyby Iran zniszczył kable, okazałoby się, że współczesne państwo można destabilizować nie tylko przez niszczenie elektrowni czy blokowanie portów, ale czasami wystarczyłoby uszkodzić infrastrukturę, dzięki której funkcjonują banki, telekomunikacja i cyfrowe usługi.
Czy taki wariant zostanie "przetestowany" już w najbliższych dniach na Bliskim Wschodzie przez Iran?
USA mogą ponownie zaatakować Iran JESZCZE W TEN WEEKEND.
Amerykański ambasador w Turcji Tom Barrack przyznał, że kolejna operacja wojskowa jest możliwa nawet w ciągu najbliższych godzin.
A Donald Trump? Odpowiedział, że nic nie wie o zapowiedzi swojego dyplomaty 😉
To wszystko dzieje się zaledwie 10 dni przed wyborami do Kongresu.
Waszyngton od miesięcy próbuje wynegocjować porozumienie z Teheranem, Izrael domaga się zdecydowanych działań przeciwko irańskim zdolnościom militarnym i nuklearnym.
Tymczasem światowe ceny ropy pozostają na bardzo wysokim poziomie, a kolejna eskalacja mogłaby wywołać poważne problemy gospodarcze.
Co ciekawe, Ambasador Barrack sam przyznaje, że najtrudniejszą kwestią nie jest przeprowadzenie uderzenia, lecz odpowiedź na pytanie, co wydarzy się następnego dnia.
Amerykanie mogą zniszczyć kolejne instalacje wojskowe, to nie jest największy problem. Ale czy zmuszą w ten sposób Iran do ustępstw?
A może Teheran odpowie atakami na żeglugę, infrastrukturę energetyczną i amerykańskie bazy?
I jeszcze Rosja. Każde poważne zakłócenie dostaw ropy zwiększa znaczenie pozostałych eksporterów surowca, w tym Moskwy (która się cieszy, bo przez zamieszanke w Ormuz uzyskała mocniejszą pozycję)
Czy Trump już w ten weekend zdecyduje się na kolejny pokaz siły? Czy będzie próbował uniknąć wojny, której gospodarcze koszty mogą odczuć również amerykańscy wyborcy?
Na razie nic nie wiadomo aby decyzji o ataku już zapadła.
Ale sprzeczność między wypowiedziami prezydenta i jego ambasadora,podtrzymuje niepewności wokół dalszych działań Waszyngtonu.
USA mogą ponownie zaatakować Iran JESZCZE W TEN WEEKEND.
Amerykański ambasador w Turcji Tom Barrack przyznał, że kolejna operacja wojskowa jest możliwa nawet w ciągu najbliższych godzin.
A Donald Trump? Odpowiedział, że nic nie wie o zapowiedzi swojego dyplomaty 😉
To wszystko dzieje się zaledwie 10 dni przed wyborami do Kongresu.
Waszyngton od miesięcy próbuje wynegocjować porozumienie z Teheranem, Izrael domaga się zdecydowanych działań przeciwko irańskim zdolnościom militarnym i nuklearnym.
Tymczasem światowe ceny ropy pozostają na bardzo wysokim poziomie, a kolejna eskalacja mogłaby wywołać poważne problemy gospodarcze.
Co ciekawe, Ambasador Barrack sam przyznaje, że najtrudniejszą kwestią nie jest przeprowadzenie uderzenia, lecz odpowiedź na pytanie, co wydarzy się następnego dnia.
Amerykanie mogą zniszczyć kolejne instalacje wojskowe, to nie jest największy problem. Ale czy zmuszą w ten sposób Iran do ustępstw?
A może Teheran odpowie atakami na żeglugę, infrastrukturę energetyczną i amerykańskie bazy?
I jeszcze Rosja. Każde poważne zakłócenie dostaw ropy zwiększa znaczenie pozostałych eksporterów surowca, w tym Moskwy (która się cieszy, bo przez zamieszanke w Ormuz uzyskała mocniejszą pozycję)
Czy Trump już w ten weekend zdecyduje się na kolejny pokaz siły? Czy będzie próbował uniknąć wojny, której gospodarcze koszty mogą odczuć również amerykańscy wyborcy?
Na razie nic nie wiadomo aby decyzji o ataku już zapadła.
Ale sprzeczność między wypowiedziami prezydenta i jego ambasadora,podtrzymuje niepewności wokół dalszych działań Waszyngtonu.
Netanjahu ma poważnego konkurenta.
To były szef izraelskiej armii Gadi Eisenkot, który prowadzi w części sondaży przed wyborami 27 października
Ewentualna zmiana władzy wcale nie musi jednak oznaczać złagodzenia izraelskiej polityki wobec Iranu czy Palestyńczyków.
Eisenkot, który przez 41 lat służył w izraelskiej armii i dowodził między innymi podczas konfliktu z Hezbollahem, a w latach 2015–2019, oraz był szefem Sztabu Generalnego, oferuje jeszcze ostrzejszą wersję Netanjahu.
Po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku dołączył do gabinetu wojennego Netanjahu, ale później odszedł, krytykując jego sposób prowadzenia wojny.
Co więcej, w walkach w Strefie Gazy stracił syna i dwóch bratanków.
Dzisiaj przedstawia się jako alternatywa dla dotychczasowego przywództwa Izraela.
Krytykuje Netanjahu, jego sojuszników i brak realizacji części zadeklarowanych celów wojennych.
Sprzeciwia się powstaniu niepodległego państwa palestyńskiego, opowiada za likwidacją wojskowych zdolności Hamasu i deklaruje, że Iran nie może uzyskać broni jądrowej.
A więc możliwa zmiana przywództwa bez zasadniczego zerwania z dotychczasowym podejściem do bezpieczeństwa.
Czy to coś zmieni dla Trumpa?
Waszyngton od dawna próbuje godzić współpracę z Izraelem, działania wobec Iranu i dyplomatyczne inicjatywy dotyczące przyszłości Strefy Gazy.
Sondaże nie przesądzają wyniku wyborów, zwłaszcza że utworzenie większości parlamentarnej może wymagać trudnych negocjacji koalicyjnych.
Ale czy zmiana premiera wystarczy, aby zmienić pozycję Izraela na Bliskim Wschodzie, jeżeli najważniejsze założenia polityki bezpieczeństwa pozostaną podobne?
Bo czasami wybory zmieniają nazwiska na szczytach władzy, ale nie zmieniają strategicznych interesów państwa. Te są niezmienne...
Radek Pyffel retweeted
No Proszę Państwa... USA, Chiny, a teraz oficjalnie Indie popierają polskie członkostwo w G20.
Wygląda na to, że nie mamy wyjścia... 😉 (chyba, że się "sami zablokujemy").
Tym samym wizyta prezydenta w Miami w grudniu tego roku, ma szansę stać się historyczną.
Być może- nie bez pewnych problemów- ale otwieramy pewien nowy etap w historii Polski.
Będę o tym już wkrótce mówił na Forum w Krynicy i już dziś serdecznie zapraszam.
💬 Premier @donaldtusk w #Indie: Jestem mile zaskoczony natychmiastową deklaracją premiera Modiego, że Indie poprą stałą obecność Polski w G20.
Radek Pyffel retweeted
Donald Tusk w Azji.
Indie i Wietnam. Czy mamy karty?
Zapraszam na Cyfrową Sicz:
youtu.be/fYLOQN1H57E
Radek Pyffel retweeted
Held excellent talks with Prime Minister Donald Tusk of Poland.
We reviewed the progress in our Strategic Partnership and discussed ways to further strengthen cooperation in:
Trade and investment.
Defence and space.
Nuclear energy.
Critical minerals.
We also exchanged views on regional and global issues.
@donaldtusk
Za chwilę RMF24 i Polska- Indie
No Proszę Państwa... USA, Chiny, a teraz oficjalnie Indie popierają polskie członkostwo w G20.
Wygląda na to, że nie mamy wyjścia... 😉 (chyba, że się "sami zablokujemy").
Tym samym wizyta prezydenta w Miami w grudniu tego roku, ma szansę stać się historyczną.
Być może- nie bez pewnych problemów- ale otwieramy pewien nowy etap w historii Polski.
Będę o tym już wkrótce mówił na Forum w Krynicy i już dziś serdecznie zapraszam.
No Proszę Państwa... USA, Chiny, a teraz oficjalnie Indie popierają polskie członkostwo w G20.
Wygląda na to, że nie mamy wyjścia... 😉 (chyba, że się "sami zablokujemy").
Tym samym wizyta prezydenta w Miami w grudniu tego roku, ma szansę stać się historyczną.
Być może- nie bez pewnych problemów- ale otwieramy pewien nowy etap w historii Polski.
Będę o tym już wkrótce mówił na Forum w Krynicy i już dziś serdecznie zapraszam.
💬 Premier @donaldtusk w #Indie: Jestem mile zaskoczony natychmiastową deklaracją premiera Modiego, że Indie poprą stałą obecność Polski w G20.
No Proszę Państwa... Sytuacja w Paryżu robi się naprawdę poważna.
Luwr zamknięty, targi Art Basel Paris na ten weekend zawieszone, a przedsiębiorcy przygotowują się do zamykania sklepów.
Francja szykuje się na kolejną falę demonstracji, mimo że Emmanuel Macron zapowiada ograniczanie zgromadzeń, które władze uznają za niedopuszczalne.
W Marsylii i Lyonie zakazano wszystkich zaplanowanych na sobotę protestów.
Ale studenci i licealiści zapowiadają, że i tak wyjdą na ulice.
A mówimy przecież o jednym z najważniejszych państw Unii Europejskiej, mocarstwie jądrowym i kraju, który od lat przekonuje pozostałych Europejczyków do budowania strategicznej samodzielności.
Tymczasem w pogrążonej w chaosie Francji od ubiegłej soboty zatrzymano około 2700 osób, a władze przygotowują kolejne operacje policyjne.
Demonstranci wskazują na rosnące koszty życia, ceny energii, sytuację w szkołach i ograniczenia wydatków publicznych.
Rząd odpowiada, że nie może bez końca zwiększać wydatków, ponieważ koszty obsługi francuskiego zadłużenia rosną.
Największy problem (ambitnego w polityce międzynarodowej) Macrona polega na tym, że społeczeństwo chce poprawy warunków życia, rynki finansowe oczekują uporządkowania finansów publicznych, a europejscy partnerzy potrzebują od Francji stabilności i udziału w kolejnych wspólnych przedsięwzięciach obronnych.
Jak pogodzić te trzy rzeczy? Macron kończący II (i ostatnią) kadencję przejdzie do historii, jako ten któremu te to się nie udało i któremu "materia rozpadła się w rękach"?
Co jeszcze gorsze, ograniczenia demonstracji budzą sprzeciw organizacji studenckich i związków zawodowych, które ostrzegają przed naruszaniem prawa do protestu.
Władze wskazują tymczasem na konieczność przeciwdziałania przemocy, grabieżom i dewastacji.
Francję czekają w przyszłym roku wybory prezydenckie. Kolejne tygodnie mogą więc mieć znaczenie nie tylko dla bezpieczeństwa na ulicach, ale również dla politycznej debaty o przyszłości kraju.
A Polska?
Będziemy obserwować, czy największe europejskie gospodarki potrafią jednocześnie finansować bezpieczeństwo zewnętrzne i utrzymywać stabilność społeczną.
Bo Francja chciałaby być jednym z liderów europejskiej polityki globalnej, ale zaraz może się posypać i być pocieszana przez Donalda Trumpa (o którego sytuację określą wyniki wyborów amerykańskich 3 XI) który może przestrzegać Amerykanów, pokazując obrazki z Paryża, Lyonu i Marsylii.
Ale zostawmy to. Dziś francuskie władze zapewne mniej myślą o wielkiej geopolityce, a bardziej o tym, jak zapewnić spokój w Paryżu, Marsylii i Lyonie.
A to wcale nie jest problem wyłącznie francuski...
Wygląda na to, że przez najbliższe 12h polska debata publiczna (a później być może nawet relacje polsko-indyjskie) będą się kręcić wokół tego zdjęcia, które wywołało dzisiaj ogromne podniecenie w polskim internecie 😉
Trump chce ponownie spotkać się z Kim Dzong Unem, ale Korea Północna nie odpowiada na amerykańskie propozycje.
Według 5 informatorów (niechętnemu Trumpowi) Reutersa szanse na spotkanie przywódców USA i Korei Północnej jeszcze w tym roku maleją.
Waszyngton liczył na rozmowy przy okazji listopadowego szczytu APEC w Chinach, jednak Pjongjang nie potwierdził zainteresowania takim rozwiązaniem.
I tu pochylmy się nad pewnym paradoksem: Trump podczas swojej pierwszej prezydentury trzykrotnie spotykał się z Kimem.
Były historyczne fotografie, deklaracje o nowych relacjach i próby porozumienia dotyczącego północnokoreańskiego programu jądrowego.
Tyle że ostatecznie nie doprowadziło to do likwidacji północnokoreańskiego arsenału nuklearnego.
A dzisiaj sytuacja wygląda inaczej.
Korea Północna posiada coraz bardziej rozbudowane zdolności rakietowe, rozwija współpracę wojskową z Rosją i cały czas utrzymuje strategiczne znaczenie dla Chin.
Kim nie musi więc traktować dialogu z Waszyngtonem jako jedynej możliwości poprawy własnej pozycji międzynarodowej.
Co więcej, Pjongjang sygnalizował wcześniej, że ewentualne rozmowy mogą wymagać "daleko idących ustępstw, w tym dotyczących sankcji".
Czy Trump będzie gotowy zaoferować Korei Północnej korzyści gospodarcze w zamian za ograniczenie części programu nuklearnego?
A może Kim uzna, że bardziej opłaca mu się kontynuować współpracę z Moskwą (utrzymując poprawne relacje z Pekinem), zamiast podejmować kolejną próbę porozumienia z Amerykanami?
Z polskiej perspektywy (wszystkich ośrodków polityki zagranicznej) jest to istotna sprawa przede wszystkim z powodu współpracy wojskowej Rosji z Koreą Północną.
Pjongjang stał się istotnym uczestnikiem szerszego systemu wsparcia rosyjskich zdolności prowadzenia wojny przeciwko Ukrainie.
Czy ewentualne porozumienie USA z Kimem mogłoby ograniczyć tę współpracę?
Na razie nie ma nawet uzgodnionego spotkania.
I być może właśnie to najlepiej pokazuje, jak bardzo zmieniła się dziś pozycja Korei Północnej.
Jeszcze kilka lat temu samo spotkanie z amerykańskim prezydentem było dla Pjongjangu ogromnym sukcesem dyplomatycznym.
Dzisiaj Kim milczy.
Dlaczego milczy?
Bo może (lub uważa, że może).
Niesamowita historia.
Urodzony we Lwowie Bohdan Luts (Богдан Луц) z Ukrainy (jedyny młody skrzypek spoza Azji w finale) wygrywa Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im Henryka Wieniawskiego.
Niestety wojny celne i hybrydowe najwyraźniej z roku na rok coraz bardziej rozstrajają psychicznie i dekoncentrują młodzież z Europy i Polski utrudniając osiąganie mistrzowskiego poziomu w grze na fortepianie (konkurs chopinowski) i skrzypcach (Konkurs Skrzypcowy im H.Wieniawskiego)*
Oba konkursy stają się (w zasadzie) wewnetrzną rywalizacją muzyków z Azji (grających na co dzień i tak na Zachodzie). I to już wyraźny trend obserwowany od wielu lat.
Do IV etapu Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego zakwalifikowało się 6 skrzypków.
Jooha Choi (Korea)
Anna Im (Korea)
SooBeen Lee (Korea)
Jinzhu Li (Chiny)
Meng Zou (Chiny)
Bohdan Luts (Ukraina)
Na 50 uczestników ok 21 spoza Azji.
W 2021 wśród 6 finalistów bylo sami Azjaci.
Co ciekawe tak jak w przypadku konkursu chopinowskiego strona internetowa Międzynarodowego Konkursu Wieniawskiego bez żadnych języków azjatyckich (tylko English).
Fani z Azji "znają lub powinni znać angielski, a jeśli nie znają, to mogą sobie przetłumaczyć przez popularne w internecie aplikacje"?
Wielkie gratulacje i powodzenia w finale.
*na wszelki wypadek zaznaczam, że w tym wpisie mogły pojawić się elementy "lekkiego sarkazmu".




























