Pinned Tweet
Gdybyście kiedykolwiek szukali, wszystkie moje teksty znajdziecie tutaj: linktr.ee/naobrzezach
Michał Wieczorek retweeted
Replying to @marian_baczal
Lewicowe poglądy są wtedy, gdy się nie lubi PiS i Konfederacji, bo wiadomo, że to prawica. No i wtedy jest wszystko zrozumiałe.
Michał Wieczorek retweeted
Ziomek w trakcie zamieszek drapnie jakiś markowy - i ubezpieczony! - wisior z wystawy i jesteście oburzeni. Korporacje i miliarderzy wyprowadzają góry kasy do rajów podatkowych, nie płaca podatków, wyzyskują pracowników, niszczą środowisko i siedzicie cicho. Tak was wytresowali🫡
Michał Wieczorek retweeted
Such a disgrace. @BrankoMilan knows well that Ukraine' surrender means being slaughtered as they were slaughtered in Donetsk, Bucha, Irpen, Mariupol and other occupied territories or die of hunger as they are dying right now in occupied Oleshky. And still, for four years, he relentlessly advocates for Ukraine's surrender. Pure imperialism - smaller nations must submit to bigger ones or die.
It struck me recently that people who support the endless Ukraine-Russia was because they "want to punish the aggressor" make the same mistake as people who during the Vietnam war supported the endless war "because if Vietnam falls, all of SE Asia will be communust".
In both cases they were wrong because they failed to look at a broader picture and at the future.
Michał Wieczorek retweeted
A zaczęło się od dziwnych, deweloperskich dealów z zięciem Trumpa.
Michał Wieczorek retweeted
Uczestnicy nieodróżnialnych na poziomie obrazków w mediach zamieszek w Paryżu zmieniają się z "wykluczonego ludu francuskiej klasy robotniczej" w "niezintegrowaną dzicz". Wystarczy tylko (nie)odpowiedni kolor skóry.
▶️ Paris police clashed with yellow vest protesters, Saturday, November 16.
👉 More than 250 Arrested as France Marks Yellow Vest Anniversary voanews.com/europe/more-250-…
Michał Wieczorek retweeted
Exactly.
We're not "adopting AI". The internet is being hardwired to force it into our lives whether real people want it or not.
Great for adoption stats. Increasingly cheesing off people capable of independent thought.
Michał Wieczorek retweeted
The Ukrainian and Palestinian national movements are rather similar, even with a similar historical trajectory. It’s not complicated what your position should be on both - or on those who have tried and continue to try to squash them
Michał Wieczorek retweeted
czytam, że unia europejska nie ma sensu, bo elon musk pokazał wam dym i lustra z pozytywką, ludzie, kurwa
Michał Wieczorek retweeted
Poczytalem co rosyjska propaganda pisze o Polsce :D
No więc zarobki są u nas podobno głodowe, brakuje żywności, Polacy przepłacają za drewno opałowe i pellet, choć mogliby tanio kupować je na Białorusi. Propaganda przedstawia nasz kraj jako coraz biedniejszy, z niewydolną infrastrukturą.
:D
Jprdl, spatologizowany, rozlatujacy się, dziadowski i rozpijaczony kraj bez infrastruktury w którym ludzie kradną sedesy z okupowanych terytoriów, nie mają netu a nawet jakby mieli to za komentarze w necie lądują w lagrze, który siedzi na bogactwach i nie umie ich rozdystrybuować, nie jak np. Norewgia, bo aż tyle nie wymagam, ale jak Arabowie chociażby, który podbija sąsiadow i przynosi im biedę, zamordyzm i zacofanie tak bardzo wali swoich obywateli w glowy, że myślą, ze u nas jest tylko trochę lepiej niż u nich, i że bez nich wcale się szybko nie rozwijamy, tylko zwijamy xd
Może trzeba im jakoś łagodnie wytłumaczyc jak to naprawdę wyglada? :)
Michał Wieczorek retweeted
Excellent reporting by @NiemanLab making ALL aware. Meta claims it's merely consolidating existing terms and won't change its crawling. Then why demand sweeping permissions in a binding contract? Why explicitly authorize AI training? Words matter. 3/5 niemanlab.org/2026/10/metas-…
Michał Wieczorek retweeted
Putin doesn’t want peace. Putin wants Ukraine. Enough is enough.
President Trump should rescind the diesel deal with Russia and use the Lindsey Graham Sanctioning Russia Act to impose harsh sanctions on nations purchasing Russian energy, work with our allies to ensure Ukraine has the military support it needs to repel and defeat this Russian invasion once and for all. Slava Ukraini🇺🇸🇺🇦
Michał Wieczorek retweeted
J’étais le premier surpris sur le plateau par ce changement de ton de Renaud Girard, qui reconnaît s’être trompé sur la disposition de la Russie à négocier.
Une honnêteté intellectuelle qui l’honore, cela fait du bien au débat !
📺🇫🇷 Sur #LCI, on a assisté à un moment quasi historique : Renaud Girard admet qu’il s’est peut-être planté sur la Russie. Il souligne que Trump a proposé une trêve qui a été acceptée par Zelensky, mais que Poutine la refuse alors même qu’il lui était promis un business et qu’il était assuré de ne faire l’objet d’aucune poursuite. Et le clou du spectacle arrive quand Girard finit par reconnaître sa naïveté et lâche le morceau : quand les Russes font la guerre, ils vont jusqu’au bout. Quant à Darius Rochebin, il est resté coincé dans son tunnel sur le gaz russe acheté par les Européens, à ressasser les mêmes chiffres et à vouloir parier sur 2027. Chacun son évolution 😁
#Trump #Russie #Ukraine #Europe #Poutine
Michał Wieczorek retweeted
co się okazuje 🧐
Michał Wieczorek retweeted
After my talks with European leaders in Brussels today, I can reassure you, dear Ukrainian friends and President @ZelenskyyUa: YOU ARE NOT ALONE.
Michał Wieczorek retweeted
"Smutna prawda jest jednak taka, że [wszechobecność pijarowców i innych gatekeeperów - JK] to nic innego jak niszczenie debaty publicznej, która staje się przez to plastikowa, miałka, sztuczna, a celem samym w sobie jest robienie kasy, promocja, kreacja spiżowych postaci."
🎯
Od kilku dni trwa dyskusja wokół „wywiadu, którego nie było” z Olgą Tokarczuk w @rzeczpospolita. Czytam, że „Rzepa publikując ten głośny tekst zachowuje się jak obrażony przedszkolak” albo że „Pani Tokarczuk może rozmawiać z kim chce, to jej wybór”. Tylko że w całej tej sytuacji zupełnie nie o to chodzi i nie dlatego podjęliśmy decyzję o publikacji. Milion razy odmawiano mi wywiadu, dwa miliony razy odbijałem się od zamkniętych drzwi, zapewne jak każdy dziennikarz. To jest sól tej roboty i nikt z głową na karku o to się nie obraża. Chodzi o coś zupełnie innego.
Zaczynając od polityki, idąc przez sztukę, biznes, kończąc na sporcie. Wokół osób publicznych – polityków, artystów, sportowców ze szczytu – jak grzyby po deszczu wyrastają sztaby doradców od okrągłych zdań, specjalistów od komunikacji, strażników wizerunku, rzeczników. Każdy ma za zadanie chronić swojego pryncypała (zabawne, że przed samym sobą).
Ta troska przeważnie przeradza się w obsesję kontrolowania wszystkiego, co może zostać publicznie powiedziane. Trudne, niewygodne, wybijające z pluszowej strefy komfortu pytania stają się zagrożeniem, zupełnie niepotrzebnym ryzykiem, którego najlepiej unikać. W takim świecie człowiek z własnymi poglądami i przemyśleniami staje się produktem marketingowym, prawda schodzi na dalszy plan albo nie liczy się w ogóle. W wielu podobnych przypadkach jako dziennikarz albo bijesz pokłony i przebijasz się przez ten sanitarny kordon współpracowników, albo pokłonów nie bijesz, chcesz zachować niezależność i przeważnie dostępu nie masz.
Niektórzy nazywają to profesjonalizacją branży, bo tak to właśnie wygląda w amerykańskich filmach, a na renomowanych uczelniach właśnie tego uczą się całe baterie PR-owców. Smutna prawda jest jednak taka, że to nic innego jak niszczenie debaty publicznej, która staje się przez to plastikowa, miałka, sztuczna, a celem samym w sobie jest robienie kasy, promocja, kreacja spiżowych postaci. To budowanie powszechnego fałszu, kłamstwa, które zalewa nas zewsząd, ledwo można już utrzymać nos nad taflą tej PR-owej sadzawki.
Czy więc to dziwne, że w „Rzeczpospolitej” nie chcemy się na to godzić? Czy to dziwne, że dla nas dziennikarze nie są od stawiania tylko wygodnych pytań? Że celem naszej pracy nie jest dawanie bezkrytycznej przestrzeni dla promocji kolejnych książek, płyt, programów politycznych czy usprawiedliwienia przegranych meczów? A przede wszystkim czy to dziwne, że tak niezrozumiała jest dla nas sytuacja, w której to właśnie nasza noblistka, i to ze świata wolnego słowa i wolnej myśli, postanowiła otoczyć się wysokimi murami spin-szarlatanów?
Właśnie dlatego uważamy, że sprawa wymagała nagłośnienia. Staję murem za naszym dziennikarzem, który pisząc ten tekst, z otwartą przyłbicą stanął po stronie czytelników, niezmiennie oczekujących od nas prawdy. rp.pl/literatura/art45325651…
Michał Wieczorek retweeted
“None of these far-right movements are organic” is such a vital reminder at this historical moment. They are fed online, and they can be deprived of online fuel if there is the political will to do so!
Michał Wieczorek retweeted
We must stop issuing tourist visas for Russian citizens across the EU.
I have invited other EU Member States to join a letter addressed to the European Commission. I am calling for a complete EU ban on Russian tourist visas for as long as Russia continues its war of aggression.
It is not right that Russians can travel to Europe to enjoy the way of life and freedoms here while their country bombs the homes of Ukrainians. Issuing visas to Russians for non-essential travel was banned in Finland already in 2022. The same must finally happen at the EU level.
I am also calling for a ban on Schengen visas to Putin’s inner circle, visa restrictions for Russian athletes, and the effective implementation of the visa ban on Russian combatants.
The EU must act together.
um.fi/current-affairs/-/asse…
Michał Wieczorek retweeted
Voici un nouvel indice de l'impact de la destruction des serveurs Yandex sur les bots russes : le dernier faux-récit du mode opératoire russe Storm1516 ciblant la campagne présidentielle française, publié vendredi 9 octobre, n'a apparemment obtenu que quelques dizaines de milliers d'impressions. Le précédent, publié le 24 septembre, en avait obtenu des millions dans le même intervalle de temps. Sans leurs bots, les désinformateurs du Kremlin font pâle figure !
Michał Wieczorek retweeted
🇲🇩Mołdawianie będą musieli wyciąć 2/3 swoich winnic, by wstąpić do UE?
...czyli słów kilka o manipulacji, która krąży od kilku dni po sieci.
W mediach społecznościowych, na niektórych portalach internetowych oraz na YouTube pojawiło się w ostatnim czasie sporo materiałów, których autorzy przekonują, że w związku z planowanym przystąpieniem do UE Mołdawia będzie musiała wyciąć ok. 66% wszystkich swoich winnic. Wszystko dlatego, że Unia zakazuje produkcji i sprzedaży na swoim terytorium wina wytwarzanego z bardzo popularnych w Mołdawii szczepów Lidia oraz Isabelle, wykorzystywanych głównie do wyrobu słodkich odmian tego trunku.
Na pierwszy rzut oka wiadomość ta faktycznie wydaje się szokująca. Kraj ten słynie w końcu z produkcji wina – nigdzie na świecie nie mamy do czynienia z tak dużym areałem upraw winorośli w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Napój ten cieszy się przy tym w Mołdawii szczególnym statusem. Ma on nie tylko istotne znaczenie gospodarcze, ale także kulturowe i tożsamościowe.
Co więcej, jakiekolwiek próby uderzania w sektor winny automatycznie przywołują traumatyczne wspomnienia z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. To właśnie w tym okresie stojący na czele ZSRR Michaił Gorbaczow, w ramach lansowanej przez siebie polityki antyalkoholowej (zwanej popularnie „suchym prawem”), nie tylko praktycznie zakazał produkcji i sprzedaży napojów wyskokowych, ale też doprowadził do likwidacji tysięcy hektarów upraw winorośli na terenie całego kraju. Decyzja ta ze szczególną siłą uderzyła w Mołdawską i Gruzińską SRR.
Tylko...
▶️ Czy jest tak w istocie?
▶️ Czy Mołdawia po raz drugi w swej historii będzie musiała na masową skalę niszczyć swoje plantacje?
Jak się pewnie domyślacie, odpowiedź brzmi: NIE.
Sprawa jest jednak znacznie bardziej złożona. Jak na dobrego fejka przystało, nowa kampania dezinformacyjna zawiera w sobie bowiem ziarno prawdy, które po rzuceniu na podatną glebę (szczególny stosunek Mołdawian do winiarstwa i postgorbaczowowska trauma) i nawiezieniu jej imponującą ilością kłamstw (w tym w ramach rzekomych działań „debunkingowych”) wydaje owoce pożądane przez aktorów stojących za całym zamieszaniem.
Manipulacja, o której mowa, stanowi przy tym bardzo ciekawe studium przypadku. Jest to swoisty propagandowy odpowiednik znanego wojskowym „pocisku tandemowego”. Cóż to takiego? To rodzaj amunicji przeciwpancernej złożonej z dwóch głowic: pierwsza ma za zadanie zniszczyć zewnętrzną warstwę ochronną atakowanego celu (np. pancerz reaktywny lub lekki ekran stalowy), druga (uruchamiana ułamek sekundy później) stanowi zaś ładunek właściwy, który penetruje odsłonięty już główny pancerz pojazdu i przebija go strumieniem kumulacyjnym, niszcząc wnętrze i zabijając załogę.
Ale o tym za chwilę...
Zacznijmy więc od ustalenia faktów.
Lecimy! 🧐
Mołdawia faktycznie ma pewien problem dotyczący zgodności części uprawianych lokalnie odmian winorośli z unijnymi regulacjami. Chodzi przede wszystkim o wspomnianą już odmianę Isabelle. Produkcja przeznaczonego na sprzedaż wina z tej odmiany oraz sam obrót tym trunkiem są na terenie UE zabronione.
Za wprowadzonymi przez Brukselę w latach 70. XX wieku przepisami stoi troska o zdrowie konsumentów. W trakcie fermentacji winogron należących do tego szczepu może bowiem dochodzić do powstawania niewielkich, ale potencjalnie groźnych dla człowieka ilości trującego metanolu. Problemem nie są więc same owoce, ale otrzymywany z nich trunek. Dlatego też prawo unijne nie zakazuje wprost uprawy Isabelle (ani też sprzedaży winogron luzem czy przerabiania ich na sok). Ba! Nic nie stoi na przeszkodzie, by mołdawski rolnik – zgodnie z wielowiekową tradycją – wytwarzał sobie z Isabelle wino na własne potrzeby.
Nieco inaczej sprawa ma się z Lidią. Wino z niej nie jest co prawda objęte zakazem produkcji i sprzedaży, ale sama odmiana nie znajduje się także na ogólnounijnej liście odmian, z których wino wytwarzać można. W praktyce oznacza to, że decyzja w sprawie dopuszczenia lub niedopuszczenia tego szczepu do produkcji i dystrybucji wina podejmowana jest przez każde z państw członkowskich niezależnie. Winogrona i powstały z nich trunek nadal muszą przy tym oczywiście spełniać odpowiednie normy unijne.
A teraz fakt kluczowy: uprawy Isabelle i Lidii nie stanowią 66% ogólnego areału mołdawskich plantacji.
To co?
33%?
15%?
A może chociaż 10%?
Nie.
Zajmują one w istocie 4,7% powierzchni krajowych winnic. Czternaście razy mniej, niż chcą tego autorzy pierwotnej wersji manipulacji.
Co więcej, produkcja wina z tych szczepów od lat gwałtownie spada, co ma bezpośredni związek z trwającym już dobre dwie dekady procesem reorientacji mołdawskiego eksportu ze wschodu (rynek rosyjski) na zachód (głównie rynek unijny).
W skrócie podsumujmy więc tę część naszych rozważań:
Nie, Mołdawia nie będzie zmuszona do wykarczowania 2/3 swoich winnic.
Niepewny – z przyczyn czysto ekonomicznych, a nie przez „presję Brukseli” – jest los niecałych 5% obecnych nasadzeń. I te jednak nie zostaną raczej w pełni unicestwione, choćby dlatego, że część plonów znajdzie zastosowanie poza winiarstwem.
Skoro rozprawiliśmy się z pierwotnym fejkiem, przejdźmy do tego, co moim zdaniem w całej tej historii jest najważniejsze, czyli do drugiego poziomu narracyjnego.
Otóż doniesienia o „2/3 winnic, które Mołdawia będzie musiała wykarczować w związku z akcesją do UE”, szybko zostały zweryfikowane. O sprawie pisały nawet niektóre branżowe media rolnicze. Wszystkie podkreślały, że nie ma mowy o żadnej masowej rzezi krzewów, ale jednocześnie – zgodnie z prawdą – informowały też, że sam zakaz produkcji i sprzedaży wina z Isabelle faktycznie w Unii obowiązuje.
I wtedy właśnie „odpaliła się” druga z głowic narracyjnego „pocisku tandemowego”. Na różnych kontach równolegle zaczęły pojawiać się wpisy, nagrania i materiały, których autorzy sami zaczynali od „debunkingu” pierwotnego komunikatu („te 66% to oczywiście nieprawda”), po czym – poprzedzając to sakramentalnym „ale...” – zaczynali przekonywać, że cała sprawa stanowi kolejny dowód na to, że:
- pod płaszczykiem integracji europejskiej Bruksela w istocie walczy z wielowiekową tradycją i zwyczajami;
- UE zakazuje wspomnianych odmian, bo są odporne na choroby i pasożyty, a więc nie wymagają pestycydów, a co za tym idzie, nie dają zachodnim koncernom szans na porządny zarobek;
- UE po prostu broni swoich interesów kosztem biednych państw, które mami akcesją, a do tego zachowuje się jak hipokryta, bo przecież Isabelle i Lidia są bardzo wytrzymałe na zmiany klimatu, co powinno być dla Brukseli ważne;
- UE najpierw obiecuje kandydatom to i owo, a potem nagle wymaga wprowadzania bardzo bolesnych przepisów uderzających w kluczowe dla nich sektory.
Tych punktów dementować szerzej trochę już mi się nie chce. Powiem więc tylko może, że:
- Na liście odmian dopuszczonych do produkcji i sprzedaży wina sporo jest takich, które są równie odporne na choroby, co te, o których tu piszę. Dlaczego się więc tam znalazły, skoro chodzi o interesy firm wytwarzających pestycydy?
- Isabelle i Lidia to faktycznie niezwykle wytrzymałe odmiany. Ale tylko gdy idzie o mróz. Mogą np. dać sobie radę z temperaturami sięgającymi nawet -30 stopni Celsjusza. Tylko że w Mołdawii to nie chłód, a upał jest prawdziwym pogromcą plonów. Problemem, z którym mierzy się rolnictwo w tym kraju i który pogłębia się wraz z postępującym globalnym ociepleniem, są rosnące temperatury oraz narastający niedostatek wody. A na takie właśnie warunki obydwa szczepy są bardzo, bardzo wrażliwe.
- Zarzut, że UE „nagle zaczęła od Mołdawian wymagać” takich, a nie innych regulacji, spodobał mi się jednak najbardziej, bo nie wiem doprawdy, jak UE miała zaskoczyć Kiszyniów przepisami obowiązującymi od ponad półwiecza. Do tego w sektorze, który jest dla tego kraju tak istotny.
Cała akcja była raczej niszowa. Mówimy w końcu o Mołdawii, a ta – mimo całej mojej miłości do niej – nie jest tematem, który szczególnie porywa uwagę naszej polskiej publiki. Kraj ten często bywa jednak wykorzystywany jako poligon eksperymentalny dla różnych technik „hybrydowych” (z braku lepszego słowa, bo termin ten doprawdy stracił już jakąkolwiek ostrość semantyczną).
W efekcie trudno mi pozbyć się wrażenia, że mamy tu do czynienia właśnie z pewnym ciekawym, relatywnie nowym mechanizmem dezinformacji, który zakłada:
1. Rozpowszechnienie najpierw bardzo łatwego do weryfikacji i opartego na faktycznym wydarzeniu czy decyzji komunikatu (który – co nie jest bez znaczenia – i tak „siądzie” w głowach części odbiorców).
2. Odczekanie, aż próbujące sprostować fałszywą treść media czy komentatorzy wzmocnią i rozpowszechnią pożądaną, zgodną z prawdą część pierwotnego komunikatu.
3. Inicjację „drugiego rzutu” narracyjnego, w którym nowy przekaz będzie odwoływał się już nie do wpisów z szemranych stron i portali (gdzie oryginalna „deza” pojawiła się na początku), ale do treści publikowanych przez szanowane, branżowe media czy profile (które potwierdziły, że „coś jest na rzeczy”), i zostanie zaprezentowany jako swoisty „debunking” bazowego, absurdalnego w gruncie rzeczy „fejka”.
4. Odczekanie, aż temat podejmą i zaczną go już bez koordynacji (a więc organicznie i często bez świadomości źródła) rozprzestrzeniać lubujący się w "alternatywnych" treściach lokalni influencerzy, komentatorzy itd .
Mechanizm taki nie tylko zwiększa wiarygodność narracji wtórnej (stawiając jej dystrybutorów w jednym rzędzie z fact-checkerami), ale też wprowadza jeszcze większy chaos informacyjny i zamieszanie w głowach odbiorców.
Na dole kilka screenshotów. Nie podejmuje się jednak oceny na ile treści propagowane przez poniższe konta celowo wpisywały się w wygodną dla Rosji narrację, a na ile tylko podążały "za trendem".

































