Juan M. G. de Sola retweeted
Kilka anegdot -Steven Spielberg kręcił Listę Schindlera w Polsce i był tym filmem psychicznie wycieńczony. Widząc, w jak głęboką depresję wpada reżyser, Robin Williams, który akurat kręcił wtedy "Aladyna" - dzwonił do Spielberga raz w tygodniu, dokładnie o stałej porze. Williams odpalał głośnik w telefonie i przez kilkanaście minut robił dla reżysera oraz wykończonej polskiej ekipy improwizowany stand-up. Spielberg wspominał - Nigdy nie mówił mi do widzenia. Po prostu po 15 minutach najgłupszych żartów świata rozłączał się, kiedy słyszał, że pękam ze śmiechu.
Christopher Reeve - odtwórca roli Supermana i najbliższy przyjaciel Robina ze studiów w Juilliard, po tragicznym upadku z konia został sparaliżowany od szyi w dół. Leżał w szpitalu, czekając na niezwykle ryzykowną operację kręgosłupa i miał głęboką depresję. Nagle drzwi jego sali otworzyły się z hukiem. Wpadł przez nie lekarz w żółtym fartuchu, z rosyjskim akcentem, krzycząc, że jest chirurgiem-proktologiem i musi natychmiast przeprowadzić badanie. Był to Robin Williams. Reeve zaczął się tak histerycznie śmiać, że aż zabolały go mięśnie. Po latach wspominał - "To był pierwszy raz od wypadku, kiedy się zaśmiałem. Wtedy zrozumiałem, że skoro nadal potrafię się śmiać, to wszystko będzie dobrze".
Williams był znany ze swojej działalności charytatywnej, ale dopiero po jego śmierci wyszedł na jaw niezwykły fakt. Pisarz i poszukiwacz talentów Brian Lord odkrył tzw. "rider" (listę wymagań) do kontraktu Robina. Aktor miał tam zapisany twardy warunek: każda firma, która zatrudniała go do filmu lub wydarzenia, musiała zatrudnić przy produkcji określoną liczbę osób bezdomnych. Williams dbał o to, by ci ludzie dostali uczciwą dniówkę, ciepły posiłek i wpis do CV, który ułatwi im powrót na rynek pracy. Sam nigdy się tym w mediach nie chwalił.
"„Jazda na rowerze to coś, co najbardziej przypomina latanie” – powiedział kiedyś Robin Williams.
Dla niego rower nigdy nie był tylko sposobem na poprawę kondycji czy zwykłą weekendową rozrywką. Był czymś znacznie ważniejszym. Nazywał go swoją osobistą formą medytacji w ruchu.
Kiedy obowiązki zawodowe, nieustanny pośpiech i presja związana z życiem w Hollywood zaczynały go przytłaczać, zakładał kask, wsiadał na jeden ze swoich rowerów i ruszał przed siebie. Najchętniej wybierał kręte drogi i strome podjazdy w okolicach swojego domu w Kalifornii.
Właśnie wtedy, na dwóch kółkach, jego niespokojny umysł wreszcie zwalniał. Mógł odetchnąć, uporządkować myśli i odnaleźć spokój, którego tak często brakowało mu w codziennym życiu.
Za blaskiem reflektorów, sławą i niezapomnianymi rolami kryła się bowiem wielka, choć nie wszystkim znana pasja Robina Williamsa. Pasja, która dawała mu poczucie wolności i zwyczajną, dziecięcą radość.
Robin nie był jednak kimś, kto od czasu do czasu wyciąga rower z garażu, żeby przejechać się po okolicy.
Był prawdziwym miłośnikiem dwóch kółek. Przez lata zgromadził niezwykłą kolekcję aż 87 rowerów, z których każdy miał własną historię i niepowtarzalny charakter.
Wśród nich znajdowały się zabytkowe modele, ręcznie wykonywane ramy słynnych włoskich mistrzów, takich jak Ernesto Colnago i Dario Pegoretti, nowoczesne rowery wyścigowe z włókna węglowego, a nawet nietypowe monocyklowe konstrukcje.
Uwielbiał zaglądać do niewielkich sklepów i warsztatów rowerowych. Potrafił godzinami rozmawiać z mechanikami o przerzutkach, ramach, oponach i technicznych szczegółach, które dla przeciętnego człowieka mogły wydawać się zupełnie nieistotne.
Pracownicy tych miejsc wspominali go nie jako wielką hollywoodzką gwiazdę, lecz jako serdecznego, skromnego człowieka, który naprawdę interesował się ich pracą. Nie zachowywał się jak celebryta. Był po prostu jednym z nich – człowiekiem zakochanym w rowerach.
Ale najpiękniejsza część tej historii wydarzyła się już po jego śmierci.
Dwa lata po odejściu aktora, w październiku 2016 roku, jego dzieci postanowiły uczcić pamięć ojca w sposób, który doskonale oddawał jego charakter i niezwykłą hojność.
Wystawiły całą kolekcję 87 rowerów na aukcję charytatywną.
Chciały, aby pasja, która przez tyle lat dawała ich ojcu radość, mogła teraz przynieść coś dobrego innym ludziom.
Córka aktora, Zelda, wyraziła nadzieję, że aukcja nie tylko sprawi radość osobom, które kochały jej ojca, ale również pomoże wesprzeć organizacje i inicjatywy szczególnie bliskie jego sercu.
Zainteresowanie przerosło wszelkie oczekiwania.
Do licytacji przystąpili fani aktora, kolekcjonerzy i miłośnicy kolarstwa z różnych zakątków świata. Każdy chciał zdobyć choćby niewielką cząstkę historii człowieka, który przez lata potrafił rozśmieszać miliony.
Ostatecznie udało się zebrać ponad 600 tysięcy dolarów, czyli ponad dwukrotnie więcej, niż początkowo przewidywali eksperci.
Cały dochód z aukcji przekazano dwóm organizacjom, których działalność była Robinowi szczególnie bliska.
Pierwszą była Challenged Athletes Foundation, pomagająca sportowcom z niepełnosprawnościami ruchowymi. Fundacja zapewnia im między innymi specjalistyczny sprzęt sportowy oraz protezy, dzięki którym mogą trenować, startować w zawodach i realizować swoje marzenia.
Drugą była Christopher & Dana Reeve Foundation, wspierająca badania nad urazami rdzenia kręgowego oraz pomoc osobom dotkniętym paraliżem. Organizacja nosi imię Christophera Reeve’a, słynnego odtwórcy roli Supermana i wieloletniego, bliskiego przyjaciela Robina Williamsa.
Dzięki tej niezwykłej inicjatywie przedmioty, które kiedyś były osobistymi skarbami aktora, zamieniły się w realną pomoc dla ludzi zmagających się z ogromnymi życiowymi trudnościami.
Dla jednych oznaczało to szansę na powrót do sportu. Dla innych – większą samodzielność, możliwość poruszania się i odzyskanie wiary we własne możliwości.
I właśnie w tym tkwi coś wyjątkowego.
Robin Williams przez całe życie dawał ludziom uśmiech. A po jego śmierci nawet jego rowery zaczęły pomagać innym.
Każdy z tych 87 rowerów był kiedyś częścią jego świata. Towarzyszył mu w chwilach radości, pozwalał zapomnieć o problemach i dawał poczucie wolności.
Dziś ta wolność, choć w zupełnie innej postaci, stała się udziałem kolejnych ludzi.
Robin już nigdy nie wsiądzie na swój ukochany rower. Nie ruszy kalifornijską drogą, nie pokona kolejnego podjazdu i nie poczuje wiatru na twarzy.
Ale dobro, które po sobie zostawił, nadal jest w drodze.
Bo czasem najpiękniejsze dziedzictwo człowieka nie kryje się w jego sławie, majątku ani zdobytych nagrodach. Kryje się w tym, że nawet kiedy jego samego już nie ma, coś, co kochał, wciąż potrafi zmieniać życie innych na lepsze. Przytulność"
Juan M. G. de Sola retweeted
🚨 HUELE A BLANQUEO
Escándalo absoluto. Entre 2023 y 2025, Loterías del Estado pagó 341 premios sin documentación de quién los cobró: 5,8 millones de euros.
Otros 178 expedientes la tenían incompleta... 9 millones más. ¿Total? 14,79 millones repartidos sin saber a quién.
¿Entiendes la gravedad?
Los expedientes son de 2023 a 2025. Durante todo ese tiempo, el ministerio del que depende Loterías lo dirigía María Jesús Montero. Y al frente de la empresa estaba el hombre que ella colocó en 2018.
Y la ley es clara: SELAE está OBLIGADA a identificar a quien cobra y a guardar el décimo original.
La abogada María Abad, que lo ha denunciado, lo resume en tres palabras: "huele a blanqueo".
Ella sostiene además que la Fiscalía intentó archivar su denuncia.
Ahora piensa cómo funciona esto. Si alguien tiene dinero negro y encuentra a un premiado dispuesto a venderle el décimo, ese dinero sale limpio del Estado, con su justificante fiscal y todo.
Ha habido casos muy raros.
Carlos Fabra, por ejemplo, expresidente de la Diputación de Castellón, declaró 7 grandes premios de la Lotería de Navidad y del Niño: 145 papeletas premiadas. Muy raro, ¿no?
Para que eso no pase existe precisamente la obligación de documentar quién cobra.
¡Pues 341 veces no se documentó! ¿Entiendes eso? Es fuerte, eh. Huele que apesta... ¿quién ha cobrado ese dinero? Nadie lo sabe.
Todo huele a podrido en España. Nada se salva.
Esta semana mando a mi comunidad un manual para protegerse de lo que viene. Pintan bastos.
PD: mira si te están llegando mis correos. Si no, apúntate otra vez aquí: capitanbitcoin.net/comunidad
Juan M. G. de Sola retweeted
❤️🩹🇪🇸 Precioso gesto de Nico Paz tras el fallecimiento de Jesús de Miguel
🇮🇨 Nico Paz, nacido en las Islas Canarias
Juan M. G. de Sola retweeted
🔴 ACOJONANTE
Óscar Puente dimitió dos horas después de que Sánchez recibiera acusaciones sobre el ministro de fiestas con prostitutas a las que le invitaba el empresario de Patatas Meléndez que recibió 2,2 millones en ayudas públicas
eldebate.com/espana/20261105…
IMO Iván Redondo es el jefe de campaña de Sánchez, que lo ha llamado por el desastre que le vaticinan
Que nadie me cuente que fue casualidad. Iván Redondo lo sabía, y estaba clarísimo. Esta mañana, en RNE, puso la renuncia la primera de la lista, avisó de que hoy podía ser “el día de las respuestas” y el periodista le tuvo que preguntar si le estaba diciendo que era probable que Puente renunciara. A la vez, fuentes del Gobierno juraban que la dimisión estaba “absolutamente descartada”. Por la tarde, dimisión. Y según el propio Puente, lo tenía decidido desde el día de la tragedia. Ahí está el montaje completo: unos niegan para ganar tiempo, otro prepara el terreno en la radio y el ministro hace de fusible, como escribió el propio Redondo, para que no se apague Moncloa. Todo medido “en los próximos trackings”. Redondo dejó Moncloa hace cinco años, pero sigue pensando como su ideólogo: cada crisis es una escena y cada dimisión, un giro de guion. Con 69 muertos encima de la mesa. España no se merece que la gobiernen con un MANUAL.
Juan M. G. de Sola retweeted
Obviamente, puesto que ya están proclamadas…desde un día antes. Asi que lo votarán. La opción es no recoger el acta pero ¿quién dice que para entonces no se considere revalidado por el voto y la recoja? Ahhh! Y todo esto lo sabia al dimitir y dimitir ese día y no justo antes.
‼️Óscar Puente seguirá figurando en las papeletas electorales como cabeza de lista por Valladolid a pesar de su renuncia
eldiario.es/castilla-y-leon/… Por @lauracorama
Juan M. G. de Sola retweeted
🇩🇪 Ha tenido que ser la TV alemana la que explique los momentos previos, y la actitud del portero del Andorra, que culminaron en su golpe mortal al jugador español Jesús de Miguel.
Por lo que sea, la TV españolas ‘olvidan’ mencionar y reproducir estos momentos previos
Juan M. G. de Sola retweeted
El grupo de homicidios de la Policía Nacional ha abierto una investigación por el fallecimiento de Jesús de Miguel. El caso está judicializado. Confirman fuentes de la Policía Nacional.
Juan M. G. de Sola retweeted
Lo voy a repetir solamente una vez más para todas aquellas personas que opinan sin tener ni puta idea y que hablan sin haber estado allí.
Owono debe ser inhabilitado de por vida y juzgado por homicidio involuntario.
👇
Con esto más el listado de fallecidos que siguen apareciendo en el censo, los listados de abstencionista y los tracking privados del CIS ...
elconfidencial.com/espana/20…
Juan M. G. de Sola retweeted
Replying to @enelalbor
A ver, caballero, Adif depende al 100% del Estado español, Renfe es 100% estatal. Ouigo es una empresa pública francesa e Iryo es en un 51%, del Estado italiano.
Como no "nacionalice" a las Jessicas de turno, ya me dirá...
Juan M. G. de Sola retweeted
Votar SALF es votar PSOE.
Alvise Pérez roza el escaño y está a solo un 0.4% de entrar en el Congreso de los Diputados:
El líder de SALF supera ya a Podemos en solitario en la Comunidad de Madrid. Si suma un 0.4% más en un mes, podría entrar como Diputado Nacional por Madrid.
#VotoÚtil #SeAcabóLaFiesta
Juan M. G. de Sola retweeted
Replying to @thewarroomblog
No puedes nacionalizar lo que ya está nacionalizado. ADIF y RENFE son 100% públicas. Y no puedes nacionalizar 2 empresas privadas, Iryo y Ouigo, sin ir contra la UE.
Por tanto, lo que dices no es más que una cortina de humo electoral, la última ocurrencia desesperada y falsaria.
Juan M. G. de Sola retweeted
Sánchez apunta "Necesitamos más estado" e Iván Redondo dispara "Hay que nacionalizar el tren". Es obvio que ambos han hablado estos días y esto anticipa la nueva campaña del PSOE: echarle la culpa al sector privado y escorarse aún más a la ultraizquierda.
Es realidad, es lógico:
Juan M. G. de Sola retweeted
Los que el 29N voten PSOE no están votando por un partido socialista al uso. Estarán votando Sanchismo, un proyecto sin ideología basado en ser capaz de todo para perpetuarse en el poder.
Ningún socialdemócrata de un país moderno puede identificarse con el sanchismo.
¿Cuantos de estas cuentas con usuarios qué dicen ser de otros equipos, tiene el BCN regados por X? @dhijon
Juan M. G. de Sola retweeted
Puente es el paradigma de lo que denominamos cuñado.
Pero es hay un buen número de votantes dispuestos a votar a este tipo de cuñados

























